Naganiam go do odrabiania lekcji (dostali w szkole książkę z zadaniami, by się dzieciom wiedza przez te tygodnie nieużywania nie zdążyła ulotnić) i mamy kilka fajnych zabaw, w których dominują dalekie podróże rożnymi środkami komunikacji, ale czasami nawet to nie wystarczy.
Inspiracja przyszła z telewizora, gdy Ptysiek nudził się jak mops, a ja zrobiłam sobie przerwę. Maluch w telewizji chciał być piratem, więc zapytałam się Ptyśka, czy też miałyby ochotę pobawić się w pirata. Dziecko wyraziło entuzjazm. Na łepetynce zawiązałam mu piracką chustę, na ramieniu zamiast papugi miał swojego słonika. Sam wybrał polskie monetki na poszukiwany skarb, a ja znalazłam dla nich skrzynię. Tu nastąpił mały problem, bo skrzynia musiała mieć na sobie czerwony X, a moje pudełko było raczej z tych które nie chciałam niszczyć. Poszliśmy na ugodę i owinęłam pudełko papierem na którym moje Piraciątko samo wykonało znak. Następnie wykonałam koślawą mapkę pokoju, schowałam pudełko i na mapce oznaczyłam gdzie jest schowane. Pirat trafił do skarbu jak po sznurku, więc drugi raz wybrałam trudniejsze miejsce. I tak sześć razy (Ptysiek ma jakieś upodobanie do liczby sześć). Dobrze, że tylko tyle, bo w pewnym momencie zaczęłam strasznie główkować gdzie by tu jeszcze ten skarb schować. Nawet chowanie sprytnie "na wierzchu" nie dawało rezultatu.
Może by tak napuścić go na poszukiwanie prawdziwego pirackiego skarbu?
![]() |
| Pirat ze skrzynią z pieniędzmi w jednej łapce i mapką w drugiej. Na ramieniu papuga... ups, słonik. |


Hehehe.. I w ten sposób, pirat Ptyś pokazał mi na swoim ramieniu słonika. Super pirat, super zabawa. Może jak coś , jak zwykle długo szukam, to też będę się bawić i tak na wesoło odnajdywać swoje skarby. :)
OdpowiedzUsuń